Imprezy wwf_main2

03.12.14 | Bartek

| 0

Warsaw Whisky Fest 2014 cz.2

Drugi dzień Warsaw Whisky Fest rozpoczął się o wiele spokojniej, tłumy ustały, budynek New City wreszcie odetchnął, był to dobry czas aby w kameralnym gronie spróbować whisky, które umknęły mi pierwszego dnia.

Nogi same zaprowadziły mnie do Chrisa, którego przedstawiłem Wam w relacji z pierwszego dnia Warsaw Whisky Fest. W końcu obiecałem mu, że ponownie odwiedzę jego stanowisko aby spróbować tak zachwalanej Asyli - „Sunday afternoon whisky”. Całkiem przypadkiem mieliśmy niedzielne popołudnie więc można by rzec, że znalazłem się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie ;) To był rzeczywiście znakomity starter drugiego dnia festiwalu, whisky bardzo delikatna, owocowa, ale jednocześnie orzeźwiająca. Świetnie pasowałaby do słodkiego deseru i z pewnością umiliłaby niejedno letnie popołudnie. Jest to kolejna pozycja, która potwierdza bardzo dobry stosunek jakości do ceny produktów firmy Compass Box.

Kolejną stacją była moja ulubiona (może dlatego, że jedyna? :) ) destylarnia z Tajwanu – Kavalan. Za sprawą Kavalan Single Malt, Kavalan King Car oraz Kavalan Port Cask Finish sympatyczne Tajwanki przypomniały mi aromaty charakterystyczne dla tej egzotycznej whisky. Może i nie grzeszyły szczegółową wiedzą na ich temat, ale od tego był gość specjalny Ian Chang czyli znany już nam Master Blender Kavalana. Miło było ponownie go spotkać i zamienić kilka słów przy dramie jego najnowszego dziecka – Kavalan Peaty Cask.

Kavaln Peaty Cask

Kavalan Peaty Cask

Jest to pierwsza torfowa wersja whisky z tej destylarni, nieoczekiwanie swą dymność czerpie nie z osuszania słodu torfem lecz z beczek, w których wcześniej leżakowały destylaty z Islay. Ian nie uległ i nie chciał zdradzić, z której konkretnie destylarni pochodzą beczki, ograniczała go umowa o zachowaniu poufności a ja nie naciskałem widząc jak niezręcznie było mu o tym mówić. Sama whisky była bardziej dymna w smaku niż zapachu, na języku mniej skomplikowana niż dotychczasowe pozycje z tej destylarni, wyczuwalne aromaty owocowe z domieszką przypraw, finisz średnio długi ale przyjemny. Jeżeli mnie pamięć nie myli na dymnego Kavalana składają się destylaty 4 i 5-letnie, czyli ponownie mamy do czynienia z młodą whisky, ale jak zwykle trzymającą niezły poziom. Nie ukrywam, że nadal czekam na pozycję, która przebije Kavalan Sherry Cask z serii Solist – dotychczas według mnie whisky numer jeden z tej egzotycznej destylarni.

Z gorącego i wilgotnego Tajwanu w tempie wręcz ekspresowym przeniosłem się do malowniczej szkockiej doliny, w której zlokalizowana jest destylarnia Glengoyne – obydwa stoiska dzieliło raptem kilka kroków więc ta teleportacja nie należała do najtrudniejszych :) Przedstawiciele destylarni przygotowali dla odwiedzających Warsaw Whisky Fest bardzo ciekawą podróż przez pełną gamę swoich podstawowych produktów:

Glengoyne 10 Years Old
Glengoyne 12 Years Old
Glengoyne 15 Years Old
Glengoyne Cask Strength Batch 3
Glengoyne 18 Years Old
Glengoyne 21 Years Old
Glengoyne 25 Years Old

Podczas degustacji uciąłem sobie małą pogawędkę z przedstawicielką Glengoyne, która była dość mocno zaskoczona frekwencją pierwszego festiwalu whisky w naszym kraju oraz wiedzą wielu osób odwiedzających jej stanowisko. Między słowami dała mi odczuć, że Polska zaczyna być dla producentów whisky bardzo ważnym rynkiem, a my jako jej fani możemy w dłuższej perspektywie tylko na tym zyskać.

Tamdhu 10 Years Old

Tamdhu 10 Years Old

Na koniec rozmowy zostałem poczęstowany nowym wypustem Tamdhu 10 Years Old. Whisky ta pochodzi z regionu Speyside, z destylarni która dzięki przejęciu przez Ian MacLeod Distillers (właściciela m.in. Glengoyne oraz Smokehead) wznowiła produkcję whisky w 2013 roku. Głównym powodem zakupienia destylarni były jej moce przerobowe, które są 4-krotnie większe od starszego brata z Highlandów. Whisky Tamdhu w wesji 10-letniej jest obecnie hitem na Wyspach i przewyższa sprzedaż 10-letniego odpowiednika z Glengoyne – to główny powód, dla którego na razie nie uświadczymy jej na naszym rodzimym rynku. W planach jest jednak ekspansja na kontynent (w tym również Polskę) oraz wprowadzenie wersji Cask Strength. Osobiście uważam ją za lepszą whisky od 10-latki z Glengoyne i teraz w pełni rozumiem jej sukces, w kategorii cenowej do £30 może nie mieć zbyt wielkiej konkurencji.

Czas nieubłaganie płynął, a wiedziałem, że czeka na mnie jeszcze wiele ciekawych pozycji na stoisku francuskiej firmy La Maison du Whisky. Dość przewrotnie stanowisko oznaczone przez organizatora festiwalu numerem jeden postanowiłem odwiedzić jako jedno z ostatnich, ale już tak mam, że najlepsze rzeczy zostawiam zwykle na koniec :) Na pierwszy ogień Damien Souchet z LMDW zaserwował produkty australijskiej destylarni Hellyers Road Distillery, zlokalizowanej na Tasmanii.  Wśród nich była podstawowa wersja Hellyers Road Original – leżakowana w beczkach po bourbonie, Hellyers Road Peated – jej torfowa odmiana oraz Hellyers Road Pinot Noir – wersja finiszowana w beczkach po czerwonym winie o tej samej nazwie. Wszystkie 3 pozycje mnie zaintrygowały, ale chyba głównie ze względu na ich pochodzenie. Nie były one zbyt charakterystyczne lecz jak zwykle przy takiej okazji warte spróbowania. Pozostając w regionie Australii i Oceanii w następnej kolejności miałem okazję skosztować dwóch whisky z Nowej Zelandii.
Dunedin DoubleWood 15 Year Old – whisky mieszana, w której skład wchodzi 70% single malt oraz 30% grain. Przez pierwsze 6 lat leżakowała w beczkach po bourbonie, aby kolejne 9 spędzić w beczkach z francuskiego dębu po czerwony winie. Dzięki temu eksperymentowi zawdzięcza swój rubinowy kolor, na języku zaś wyczuwalna jest mieszanka słodkich owoców (gruszki, czerwone jabłka, kalifornijska śliwka) oraz pikantnych przypraw. Wysoki udział single malt sprawia, że whisky ta zostawia po sobie miłe wspomnienia i jest godna polecenia.
South Island Single Malt 21 Years Old – w tym wypadku mamy do czynienia z delikatnie dymną whisky single malt, leżakowaną przez 21 lat w beczkach po bourbonie. W mojej ocenie niestety nie tak bogatą w aromaty jak poprzedniczka. Słodycz płynąca z beczek jest ograniczona do dobrze wyczuwalnej wanilii.
Na tym zestawie dość egzotycznych whisky, osoba mało dociekliwa zapewne zakończyłaby zwiedzanie stoiska LMDW, jednak mój sokoli wzrok dostrzegł jeszcze dwie… „skromne” butelki.

Caol Ila 30 1983 ARTIST #4

Caol Ila 1983 Over 30 Years ARTIST #4

Te dwie butelki, wyglądające niczym arcydzieło (autorką prac zdobiących etykiety jest francuska rysowniczka Albane Simon) to oczywiście gwiazdy Warsaw Whisky Fest, Bunnahabhain 2003 Over 10 Years (widoczna na zdjęciu tytułowym do tego wpisu) oraz Caol Ila 1983 Over 30 Years (zdjęcie powyżej) z serii ARTIST. Co w nich takiego wyjątkowego? Kolekcja ta jest wynikiem selekcji najlepszej jakości beczek własności Signatory Vintage. Każda z nich butelkowana jest w bardzo limitowanej ilości oczywiście jako single cask whisky.

Bunna” to typowa owocowa uczta dla podniebienia, bomba słodkości, nuty miodu, toffi, świeżo skarmelizowanego cukru trzcinowego z długim owocowo-pikantnym finiszem. Natomiast Caol Ila utrzymana jest w typowym dla siebie klimacie morskiej soli i dymu przeplatanego świeżymi owocami cytrusowymi i wanilią, finisz średnio długi ze słodkimi aromatami i domieszką torfu.

Obydwie pozycje były wręcz obowiązkowe do spróbowania tego dnia, numerem jeden myślę, że jednogłośnie została wybrana Bunnahabhain – whisky, której nikt w blind tastingu nie dałby 10 lat, a jej zaskakująco bogata paleta była tematem jeszcze wielu rozmów, długo po zakończeniu Warsaw Whisky Fest 2014.

Tym sposobem dotrwaliśmy do końca drugiego dnia festiwalu (oczywiście z tarczą, nie na tarczy ;) choć nie wszystkim udała się ta sztuka). WWF2014 był imprezą, na której każdy znalazł coś dla siebie. Osoby mniej zaawansowane mogły czerpać dowoli, począwszy od wersji podstawowych aż po najlepsze i najwybitniejsze whisky. Z kolei Ci bardziej zatwardziali w bojach koneserzy mieli okazję do spróbowania pozycji nowych, egzotycznych jak i również tych limitowanych, trudnych do zdobycia na polskim rynku. Pan Jarosław Buss już zapowiedział, że kolejny festiwal na pewno się odbędzie, zatem nie pozostaje nam nic innego jak odliczać upływający czas do drugiej edycji Warsaw Whisky Fest 2015.

Do zobaczenia za rok!

Tags: , , , , , , , , , , , ,


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


siedem + 6 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Wróć do góry ↑

Strona zawiera informacje dotyczące napojów alkoholowych i przeznaczona jest tylko dla osób pełnoletnich.

Zanim wejdziesz na mojego bloga, proszę Cię o potwierdzenie wieku.